Kręte ścieżki techniki: Kierowca w kołowrotku dla chomika

Wydaje nam się czasem, że historia techniki to droga prosta od rzeczywistych potrzeb do fantastycznych wytworów ludzkiej myśli, jakie nas dziś otaczają. Okazuje się jednak, że ta droga jest dość kręta, a konstruktorzy często uparcie trzymają się pomysłów, które są niepraktyczne, ale za to wyjątkowo zabawne.

Motorwheel

Pewien szwajcarski inżynier, M. Gerder doszedł do wniosku, że motocykl zamiast mieć dwa koła, może mieć tylko jedno, a silnik wraz z kierowcą może być umieszczony w środku. Motocykl jechał jakby po owalnej szynie umieszczonej wewnątrz wielkiej opony.

Motorwheel

(fot. Fox Photos/Getty Images)

Na powyższym zdjęciu, zrobionym w 1931 roku, widzimy go w Arles we Francji, kiedy na swojej cudownej maszynie o nazwie Motorwheel zmierzał do Hiszpanii. Internet milczy na temat dalszej kariery inżyniera Gerdera i tego, czy chociaż ten jeden raz dojechał do celu.

Wydawałoby się, że podobnie głupi pomysł może pojawić się tylko raz albo, że inżynier Gerder zrobił to zwyczajnie dla żartu. Nic o nim nie wiemy. Może na co dzień projektował jakieś strasznie nudne rzeczy, na przykład szwajcarskie zegarki, i w ten sposób chciał po prostu odreagować. Wiemy jednak z całą pewnością, że to nie był wyjątek – Motorwheel wcale nie był jedyny, ani pierwszy, ani ostatni.

Bywało gorzej

Zwariowane pomysły facetów usmarowanych towotem nie zaczęły się bynajmniej z wynalezieniem silnika. Najstarszy znany historii monocykl czyli rower zbudowany na podobnej zasadzie jak maszyna Gerdera jest datowany na rok 1869.

Monowheel  - Rousseau of Marseilles

Został zbudowany przez niejakiego pana Russeau z Marsylii. Urządzenie było być może bardzo innowacyjne, ale z całą pewnością nie dało się nim normalnie skręcać ani hamować.

Najbardziej szalony wariant jednokołowca (choć nie jedyny ze śmigłem!) to konstrukcja pana Alfreda E. d’Harlingue z 1917 roku.

Alfred E. d'Arlingue

Uważajcie – z przodu jest śmigło, mało wydajne, ale ciągnie i służy do sterowania. Dwa wsporniki z przodu mają prawdopodobnie zabezpieczać konstrukcję przed upadkiem na nos, dodatkowe kółko z tyłu ma pewnie pomagać przy ruszaniu, a to z boku służy do manewrowania. Cóż, wśród nielicznych zalet tych konstrukcji jest pewna teoretyczna prostota – człowiek i kółko – przynajmniej na pierwszy rzut oka. W wypadku konstrukcji pana d’Harlingue tę prostotę definitywnie diabli wzięli.

W roku 1930 powstał rysunek czołgu jednokołowego (czy jak to nazwać?).

Monowheel Tank

Projekt nigdy nie został zrealizowany. Kto wie, może losy Kampanii Wrześniowej potoczyłyby się inaczej, gdyby Niemcy użyli do bitzkriegu takich zabawek.

Dynasphere

Rok przed panem Gerderem. od którego zaczęliśmy naszą opowieść, anglik John Archibald Purves opatentował konstrukcję o poetyckiej nazwie Dynasphere. Inspiracje podobno czerpał z rysunków Leonarda da Vinci, z pewnością mógł jej dostarczyć kołowrotek dla chomika. Dynasphere możemy zobaczyć na poniższym zdjęciu podczas testów na plaży w Weston-super-Mare. Konstruktor z rozwianym włosem siedzi w środku. W pracach i testach pomagał mu także syn.

Dynasphere

(fot. Fox Photos/Getty Images)

O tej konstrukcji wiemy znacznie więcej. Wyprodukowano dwa prototypy, z których mniejszy był napędzany silnikiem elektrycznym, a większy spalinowym, później pojawiły się kolejne, w tym model pięcioosobowy(!). Purves był tak zadowolony ze swojej cudownej maszyny, że oznajmił iż: „sprowadził przemieszczanie się do najprostszej możliwej postaci, będącej jedynie konsekwencją dostarczonej mocy”.

Na poniższym filmie widzimy kilka egzemplarzy Dynasphere. Warto się przyglądnąć mechanizmowi sterowania, prezentowanemu przez starszą panią (być może żonę konstruktora) oraz dziwnemu „bujaniu się” wehikułu podczas jazdy na niektórych ujęciach.

Bardzo problematyczny pomysł

Ciężko powiedzieć, co oprócz rysunków Leonarda, lub zabawki dla chomików, mogło sprawić, że inżynierowie szli tym tropem. Być może było to poszukiwanie oryginalności. Być może, zwłaszcza w wypadku wcześniejszych konstrukcji, chodziło o lepsze zachowanie na kiepskich drogach i bezdrożach. Przypomnijmy, że na początku wieku równe drogi poza główynymi szlakami były raczej rzadkością. Wielkie koło łatwiej pokonuje wyboje i lepiej sprawuje się na błocie.

Pomysł jednak ma poważne problemy z podstawowymi prawami fizyki. Podczas równej jazdy po prostej pojazdy zachowują się w miarę stabilnie. Ich jedyną wadą jest głupi wygląd. Problemy pojawiają się przy skręcaniu. W zależności od konstrukcji jest to co najmniej trudne, a promień skrętu jest ogromny, jeśli nie przyjmiemy, że podczas skrętu trzeba się właściwie zatrzymać i pomagać sobie nogami. Katastrofa zaczyna się przy zmianie prędkości, a zwłaszcza przy ostrym hamowaniu.

Pomyślcie – podczas hamowania cały blok napędowy razem z kierowcą zatrzymuje się na obręczy koła, ale ono toczy się przecież dalej siłą bezwładności jak gigantyczny pozbawiony kontroli mimośród. Po pierwsze konstrukcja przez to słabo hamuje, po drugie kierowca wiruje w środku jak chomik, któremu nóżki zaklinowały się w szczebelkach rozpędzonego kołowrotka. Z tą różnicą, że chomik obróciłby się raz, może dwa razy, a wielkie i ciężkie koło takiej Dynasphere ma ogromną bezwładność ii nie prędko się zatrzyma.

Jak można tego uniknąć? Nie da się, tak długo, dopóki nie oprzemy się jakoś o grunt. Jedyne co można zrobić to hamować i przyspieszać bardzo delikatnie, przeważając konstrukcję do tyłu podczas hamowania, ale to niewiele daje. Na filmiku powyżej widać jak w niektórych ujęciach kierowca „buja się” wewnątrz koła – a jest to prawdopodobnie efekt zaledwie nierównej prędkości napędu (silniki w tych czasach nie pracowały na ogól superpłynnie).

Koniec, końców dynasphere podobnie jak inne konstrukcie tego typu była po prostu bardzo niebezpieczna. Myślicie, że to zniechęciło kolejnych śmiałków? A skądże!

Kerry McLean

Jest cała masa nowoczesnych konstrukcji tego typu, ale z pewnością ikoną ludzi od jednokołowców jest amerykański wynalazca Kerry McLean. Wyprodukował kilkanaście takich pojazdów i o mało nie przypłacił tego życiem. Oczywiście podczas hamowania.

Trzeba jednak przyznać że zabawki Mac Leana wyglądają pięknie. Poniżej wersja z silnikiem Buick V8. Cacuszko.

Mc Lean V8 Monowheel

I chyba właśnie o to w tym chodzi. Żaden konstruktor przy zdrowych zmysłach (przynajmniej w dzisiejszych czasach) nie będzie zakładać, że jednokołowce mogą jeździć szybko i być w miarę bezpieczne. Chodzi jednak o to, żeby mieć fajne hobby i robić śliczne zabawki i czasem wystąpić przed zachwyconym tłumem. Na przykład tak, jak Keith Dufrane.

Keith Dufrane

Jak jednokołowce z pewnością NIE działają

Skoro coś jest ciekawe i oryginalne, na pewno prędzej czy później trafi do Hollywood. Wystarczy popatrzeć na okładkę Man in Black 3..

Man in Black 3

Jak wiadomo, Hollywood jest najlepsze w pokazywaniu jak rzeczy NIE działają, ponieważ żadna rzecz na świecie nie działa aż tak fajnie, żeby to wystarczało do dobrego filmu akcji. Zawsze trzeba coś poprawić. Zobaczcie ten krótki urywek:

Jak widać, w filmie wykorzystano to co najlepsze w jednokołowcach, czyli ich wygląd, kompletnie ignorując związane z nimi problemy techniczne.

Jeśli uważasz że to ciekawe – podziel się

Jeśli to krótkie wprowadzenie Cię zainteresowało, poszperaj dalej w Sieci zaczynając od strony:

Monowheels – The strange story of vehicles with insufficient wheels

Strona ma dość antyczny wystrój, ale zawiera bardzo dużo informacji i mnóstwo fantastycznych zdjęć i grafik. Warto też poszukać na Youtube wpisując hasło monowheel lub monocycle.

Zobacz też:

Reklama

Skomentuj:

Komentarze pod tym artykułem są wyłączone